Uwaga, “seksi”!
Czy kobiety boją się być seksi? Czy może się nie boją, tylko boją się przyznać – tak, ja chcę być seksowna? A może to się źle kojarzy?
Dziś idę sobie na spacer – właściwie na taką krótką włóczęgę bez celu, a tu na mojej drodze stoi centrum handlowe. Przechodzę zawsze przez środek – czasem z dobrym skutkiem, bo jak pada, to nie zmoknę, czasem ze złym – bo nie mogę się oprzeć promocjom. Dziś akurat z dobrym skutkiem – odpierałam się wyjątkowo mocno, nie zmokłam, załapałam się na pokaz kosmetyków do pielęgnacji paznokci. Bardzo uprzejma, młoda dziewczyna wypolerowała mi na błysk jednego paznokcia za pomocą naturalnych odżywek, pilnika z jedwabnymi włóknami i innymi włóknami, których już nie pamiętam. Muszę się przyznać, że pokaz zrobił oszałamiające wrażenie. Żeby tak mieć takie piękne, błyszczące i zdrowe paznokcie, ach, nawet bym kupiła, gdyby nie cena, nawet w promocji cały zestaw kosztował stówę. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś w końcu będę zarabiać tyle, że nawet i bez promocji będę mogła sobie kupić.
Ważne za to było dla mnie coś innego. Do zestawu pilników, odżywek i innych bajerów dołączony był balsam do rąk. Pani uprzejmie zapytała, który chciałabym zobaczyć: “ocean czy seksi?”, na co ja odpowiedziałam, że oczywiście, że oba. Wymagało to z mojej strony zaangażowania drugiej dłoni, na jednej, z wypolerowanym paznokciem, zostałam smyrnięta zapachem “ocean”, na drugiej – zapachem “seksi”. Wtedy właśnie zwróciłam uwagę, że butelka z balsamem “ocean” jest już w trzech czwartych pusta, a “seksi” jakoś nie cieszy się powodzeniem. Niestety nie zapytałam o to, czy przypadkiem na “seksi” nie było takiego wzięcia, że już idzie druga butelka, dlatego nigdy się nie dowiem, czy moje teorie są prawdziwe. Nie przeszkadza mi to jednak dalej pisać :)
Pomyślałam sobie, że jakoś wstyd przeciętnej kobiecie powiedzieć “wybieram seksi”. “Ocean” jakoś o wiele łatwiej przechodzi przez gardło, jest neutralny, jest dla porządnej, ułożonej, poważnej babeczki, a nie jakieś tam frywolne “seksi”. Co innego w sumie można powiedzieć młodej dziewczynie, która się ładnie uśmiecha, już i tak zdążyła wypolerować jednego, nie daj Boże zapuszczonego, paznokcia?
Powiem szczerze, sama chyba powiedziałam oba, bo jakoś to “seksi” było krępujące. Gdyby się balsam nazywał “atrakcyjna”, to by było coś zupełnie innego! Skąd nam się wzięło słowo seks w słowniku tego nie wiem, niby oczywiste, że z angielskiego, ale ja tam nie wiem. W każdym razie – o ile wiadomo, co to “seks”, to “seksi” dużo trudniej określić. Po angielsku to jest, o ile się nie mylę, taka “zwykła” atrakcyjność, dla nas, Polaków, to już będzie raczej atrakcyjność “z podtekstem”.
Dlaczego kobieta nie miałaby być atrakcyjna “z podtekstem”? Sama się zastanawiam. Grunt, że nie każda chce, chyba nawet więcej nie chce, niż chce. Skromne Polki jesteśmy. Czy nie za skromne? Trudno powiedzieć. Pewnie w gronie znajomych wybrałybyśmy “seksi”, ale tak przy ludziach, w galerii handlowej – już mniej chętnie.
Pole popisu dla feministek, powiedziałby ktoś może, ale nie moim zdaniem. Ja wciąż kojarzę feministki z tymi, co już nieźle namieszały – albo że “seksi” to jest wyzwolona kobieta, którą by raczej inne nazwały wyuzdaną i puszczalską, albo że “seksi” to jest w niewoli mężczyzny, słaba i szukająca samca, by się opiekował… W każdym razie – przydałoby się “seksi”, czyli zwyczajnie kobiece.
bardzo ciekawa obserwacja, Kasiu :)
| Zamieszczone 1 year, 9 months agopytanie tylko jaki byłby efekt, gdyby pozamieniać owe środki tylko nazwami, zminimalizować nazwy do 1 i 2, jakie byłyby wybory klientek, ciekawy eksperyment rynkowy by wyszedł ;)
| Zamieszczone 1 year, 5 months ago